O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Drugie auto w rodzinie ? Zaprezenuj je tutaj. Projekty i prezentacje nie związane z 205.
Awatar użytkownika
moralez
Peugeot 205 Master
Posty: 4869
Rejestracja: 30 sie wt, 2005 3:42 pm
Posiadany PUG: 205......T8, 205 GTI 1.6
Numer Gadu-gadu: 2955602
Lokalizacja: Włocławek
Kontakt:

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: moralez » 01 cze sob, 2019 8:10 pm

Struna pisze:Ty dobrze się czujesz?
Mam szukać info jakiego masz Jeepa, bo tak sobie życzysz?
Głowa Cię aby nie boli?

EOT z mojej strony, nie chce mi się prowadzić dysputy na dziecinną modłę.
Mądrujesz się w rożnych tematach, więc to nie jest problem znaleźć temat jeepa, którym jeżdżę, skoro ciekawi cie jaki mam silnik. Chociaż nie wiem co to ma do rzeczy...
Nie potrafisz prowadzić merytorycznej dyskusji, bo nadal nie napisałeś do jakiego segmentu aut odnosisz prowadzenie jeepa. :W

Awatar użytkownika
zen81
Junior
Posty: 482
Rejestracja: 15 lip pt, 2005 11:45 pm
Posiadany PUG: Clio
Lokalizacja: Starogard Gdanski

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: zen81 » 02 cze ndz, 2019 6:45 pm

Ja od siebie powiem ze poj kolega z pracy ma WJ 2.7 w gnoju. Jezdzilem nim kilka razy. I mam porownanie z moim tyranem. Jeep jest bardziej miekki, wygodniej sie jezdzi, nie czuc tak kontaktu z gleba. W dluzsza trase jeep by sie nadawal, moj przy nim to taczka. Ale w terenie nie widze wiekszej roznicy. Mowa o moim aucie i kolegi.

Wysłane z mojego HTC 10 przy użyciu Tapatalka
Zero łaski, zero wzruszeń..
-------------------------

Awatar użytkownika
Fox
Peugeot 205 Master
Posty: 2041
Rejestracja: 25 lis pt, 2005 5:09 pm
Posiadany PUG: 205gti, 504 coupe, 406 kombi
Numer Gadu-gadu: 6433729
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: Fox » 22 lis pt, 2019 9:31 pm

- Cholera, sypie się ten samochód - myślę sobie, gdy zaglądam pod jego spód, zastanawiając się czemu brakuje mu jednego chlapacza. Przypominając sobie słowa chłopa, który mi sprzedawał ten samochód utrzymując że jest w niezłym stanie, mam w głowie taką scenkę:

- Chlapacz kupuje stare pajero, słucha sprzedającego, kiwa rogiem gumy i w końcu mówi : "rzeczywiście, nie ma się tu do czego przyczepić"

Element, do którego powinna być przykręcona guma odpadł od ramy. Przyglądając się bliżej miejscu, w którym powinien on być do niej przyczepiony można dojść do wniosku, niespecjalnie nawet śmiałego, że odleciał razem z jej kawałkiem. Powoli można zacząć się domyślać, co kryje się pod papą.

Dzień wcześniej przeszło mi przez myśl, żeby kupić arkusz gumy. Takiej grubej i czarnej, z której można wyciąć prostokąt albo inne kształty i wstawić za koło. Tutaj akurat pasowałaby ta pierwsza figura. Gdybym to zrobił, teraz stałbym pewnie trzymając ją w ręce, koło samochodu i zastanawiał się co z nią zrobić.
- Mógłbym zabierać ten prostokąt ze sobą w góry, kłaść go na ziemi i stawać na nim ilekroć zaskoczy mnie burza a wokoło są drzewa - zamyślam się - Zimą mógłbym na nim zjeżdżać z górki. Mógłbym nazwać go Dżordż...

Opamiętuję się jednak i wracam do rzeczywistości.
- To auto to złom - podpowiada mi jakaś część mojej podświadomości. Podejrzewam tą odpowiedzialną za przetwarzanie sygnału płynącego z oczu. Im głębiej bowiem zaglądam tym to przeświadczenie staje się silniejsze:
DSC_0044.JPG
DSC_0046.JPG
Tutaj graniczy już z pewnością:
DSC_0045.JPG
- Fenkju, moje auto to złom - żalę się w pracy do Fenkju Szyby - nie ma co tutaj owijać w bawełnę.
- No tak, może tak być. Czemu tak myślisz?
- Rdza wychodzi spod papy. Z tyłu chyba poszczególne kawałki samochodu zaczną niedługo odpadać. Kilka być może już odpadło.
- O, jakie?
- Chlapacz na pewno. Niestety nie zrobiłem nigdy inwentaryzacji więc nie wiem co jeszcze. Hak i zderzak wydają się ustawiać w kolejce.
- No tak, japońskie terenówki chyba tak mają, że gniją jak tylko maja okazje.
- Myślisz, że da się to naprawić?
- Pewnie tak.
- Znasz kogoś, kto się tym zajmuje?
- Nie, chociaż czekaj...Kojak chyba pracuje w firmie konserwującej terenówki
- O dzięki, masz no niego numer?
- Nie ale Gad może mieć.

Przeglądam olx, szperam w ogłoszeniach. Kolega z pracy podsyła mi link do oferty z Białegostoku w której ktoś obiecuje wykonać konserwacje ramy i podłogi za 7,5tys. Po dwóch dniach link jednak przestaje gdziekolwiek prowadzić. Policja pewnie zlikwidowała kolejną dziuplę. Dzwonię więc do Kojaka wykorzystując zdobyty do niego numer i chwilę wolnego czasu.

- Cześć, podobno pracujesz w firmie konserwującej terenówki
- Nie do końca, my takie prace zlecamy
- No dobra ale coś na ten temat wiesz?
- Tak.
- No dobra, no to sytuacja wygląda tak. Kupiłem jakiś czas temu stare pajero, które gnije.
- Nie dziwi mnie to ani trochę.
- Mnie w sumie już też przestaje. Zastanawiam się, czy go ratować. Chciałbym zrobić konserwacje ramy, z tyłu trzeba by poprawić blacharkę. Robicie takie rzeczy?
- Robimy ale zdajesz sobie ile takie coś kosztuje?
- Myślę, że tak. Przeglądnąłem kilka ogłoszeń. Znalazłem jedną ofertę z Białegostoku za 7,5tys ale jako że to daleko - tutaj przemilczam, że oferta nie wygląda na aktualną - to pomyślałem, że może lepiej to zrobić w Krakowie
- Powiem Ci że 7,5tys to bardzo dobra cena. U nas za samo zdjęcie ramy bierzemy takie pieniądze. Konserwacja to minimum 15tys a na ilu się kończy to nigdy nie wiadomo. Ostatnio robiliśmy land rovera i sumarycznie wyszło 35tys
- Rany boskie!
- No te rzeczy kosztują. Land rover to nie jest tanie auto.
- Co tam tyle kosztuje?
- Byle przewód hamulcowy to 800zł ale większość tej kwoty to i tak robocizna. Po zdjęciu ramy często okazuje się, że nie ma do czego jej przykręcić bo buda zgnita i wtedy co? Robić, nie robić?
- No tak, można nie robić ale wtedy właściciel odbiera ramę osobno i budę osobno - dopowiadam wyobrażając sobie jak ktoś wyjeżdża z zakładu siedząc na fotelu przykręconym do ramy z kołami i silnikiem, ciągnąc za sobą budę na łańcuchu.
- No właśnie. Jeśli nie ma się tych 20tys, tak na wszelkie wypadek by zostawić w warsztacie, to nie ma co się za to zabierać.
- Czyli jednak wychodzi na to, że nie zdawałem sobie sprawy ile to kosztuje. No nic, dzięki za informacje
- Jeśli Ci goście w Białymstoku rzeczywiście chcą to zrobić za takie pieniądze to ja bym się nie zastanawiał
- No jeszcze mogę to auto zezłomować albo podpalić.
- No tak, to też opcja. Czasem najlepsza a bywa że jedyna.
- Dzięki!
- Powodzenia

Patrzę na to auto i gdy już mija mój nagły smutek, znów wydaje mi się, że ono może jednak nie jest takim truchłem jak mi się jeszcze chwile wcześniej wydawało. Przód wydaje się być zdrowy. Progi niezłe, choć lekko przyrdzewiałe, to fakt.
DSC_0050.JPG
- Podłoga słaba - myślę podnosząc wykładzinę na tyle
DSC_0042.JPG
- Próg pod tylną klapą właściwie odchodzi w niebyt
DSC_0041.JPG
- Cały tył to jednak padaka, nie oszukujmy się...

Udaje mi się znaleźć aktualne ogłoszenie. Znów Białystok, choć już inny zakład. W ogłoszeniu są zdjęcia poprzednich realizacji a kwota, jaka w nim widnieje to 6tys. Wygląda obiecująco. Wykręcam numer i dzwonię:

- Dzień dobry
- Dzień dobry
- Dzwonię w sprawie ogłoszenia z olx. Mam terenówkę do zakonserwowania ramy. Podobno wykonujecie takie czynności za 6tys
- Do tej kwoty bym się nie przywiązywał
- Widnieje w ogłoszeniu
- No tak ale ostatnio zgodziliśmy się z tyle jedną zrobić i powiedziałem sobie, że nigdy więcej. Ludzie przywożą tu stare japońskie terenówki, które gniją gdy tylko maja okazję. Człowiek się narobi tak, że mu się odechciewa.
- No tak, jestem to w stanie sobie wyobrazić.
- Jaki pan ma samochód?
- Stare pajero
- Robiliśmy właśnie takie niedawno. Tył zgnity? Rama nad tylnim kołem przeżarta? Buda się sypie? Mocowania poduszek nie istnieją?
- Lepiej bym tego nie ujął. Czyli nie zrobicie?
- Zrobimy
- Mówił pan, że nie
- No nie za taka kwotę
- Za ile?
- Tego panu nie powiem. Niech pan podjedzie to oglądniemy i ocenimy
- Dzwonię z Krakowa. Może szybciej będzie jak wyślę zdjęcia
- Niech pan wyśle. Spojrzymy

Wysyłam

- Dokładnie tak jak przywidywałem. Wszystkie gniją dokładnie tak samo.
- Za ile możecie to zrobić?
- Tego panu nie powiem, niech pan podjedzie, to trzeba na żywo zobaczyć.
- No ale tak pi razy oko
- Jeśli po piaskowaniu zostanie z niej tyle, żeby dało się ją pospawać bez obawy o utratę geometrii to w 8-9tys powinniśmy się zmieścić. Natomiast jak już zdejmiemy ramę to wie pan, że może się okazać, że nie ma jej do czego przykręcić z powrotem?
- No tak. Myślę, że możemy założyć z góry, że tak właśnie się stanie.
- No właśnie. Do tego warto byłoby wymienić wszystkie gumy w zawieszeniu. Jak już wszystko jest na wierzchu to żal nie skorzystać. To samo z przewodami hamulcowymi czy paliwowymi. Na koniec, jak to już wszystko jest zrobione to też szkoda nie pomalować całości
- Może aż tak to się nie rozpędzajmy
- No ja tylko panu mówię jak sytuacja wygląda. To pajero, które robiliśmy, pomalowaliśmy w piękny zielony mat. Właściciel był zachwycony. Wyślę panu zdjęcia to pan sobie oglądnie. 20tys za wszystko wyszło.
- Tak jak mówiłem, nie rozpędzajmy się zanadto. Z ramą natomiast jestem zdecydowany do was przyjechać. Może mnie pan jakoś zapisać?
- Mogę. 500zł zaliczki pan wpłaci to znajdę jakieś miejsce w grafiku.
- Dobra, zaryzykuję, niech pan poda numer konta. No i te zdjęcia niech pan może prześle.
- Jasne, już zaraz wysyłam. Zobaczy pan, piękny wyszedł ten zielony mat
- Do usłyszenia!

Wszystko to działo się w sierpniu. Dziś mam pierwszy wolny i spokojny wieczór od tego czasu. Dalsze wydarzenia opiszę przy następnej okazji:)

Awatar użytkownika
RafGentry
Moderator
Posty: 6841
Rejestracja: 06 cze śr, 2007 8:40 pm
Posiadany PUG: GTI Griffe, GTI LeMans, GTI, CTI, XRD, XS, SRD...
Numer Gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: RafGentry » 24 lis ndz, 2019 12:55 am

Kurde Fox, ja tu czekam na rozwój sytuacji z 504 coupe, a Ty tu takie akcje planujesz z Pajero?

No nic, trzeba paletę popcornu szykować, bo historia nie zapowiada się na krótką... :mrgreen:

Awatar użytkownika
zen81
Junior
Posty: 482
Rejestracja: 15 lip pt, 2005 11:45 pm
Posiadany PUG: Clio
Lokalizacja: Starogard Gdanski

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: zen81 » 24 lis ndz, 2019 4:13 pm

Dokładnie te same miejsca były zgnite w pajero które oglądałem. Dlatego odpuściłem temat. Tyran co mam póki co trzyma się kupy
Zero łaski, zero wzruszeń..
-------------------------

Awatar użytkownika
Fox
Peugeot 205 Master
Posty: 2041
Rejestracja: 25 lis pt, 2005 5:09 pm
Posiadany PUG: 205gti, 504 coupe, 406 kombi
Numer Gadu-gadu: 6433729
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: O tym jak kupiłem

Post autor: Fox » 24 lis ndz, 2019 10:48 pm

zen81 pisze:Dokładnie te same miejsca były zgnite w pajero które oglądałem. Obrazek
Myślę, że jeszcze 5 lat i na olx, czy otomoto, w kategorii "Pajero I i II", zostaną same przody i ewentualnie luźne tylne zawieszenia, odpadnięte od ram, których nie będzie do czego przyczepić . Trzeba bowiem przyznać Japończykom, że są powtarzalni. Dodatkowo u nich, podobnie jak w Skandynawii, chyba nie sypie się dróg solą. Nie mieli więc specjalnej potrzeby tych samochodów konserwować. Ciężko więc im zarzucić złą wolę czy nieudacznictwo. Byli po prostu racjonalni.
Kierując się tym tropem liczę więc po cichu (bo co mi pozostaje innego niż udawać racjonalnego) że pieniądze włożone w remont nie pójdą na marne, konkurencja dosłownie się wykruszy a ten egzemplarz stanie się unikatem. Nie uprzedzajmy jednak wydarzeń. Na dzień dzisiejszy sam wciąż nie wiem, co z tego samochodu uda się zrobić.
RafGentry pisze:Kurde Fox, ja tu czekam na rozwój sytuacji z 504 coupe, a Ty tu takie akcje planujesz z Pajero?
504 tymczasem stoi opuszczone już chyba półtora roku. Po ostatnim wpisie w tamtym temacie już nie wróciłem do garażu. Raz, że wciągnąłem się w budowlankę i jakoś bardziej cieszy mnie praca z cegłami i drewnem niż z blachą a dwa, że Pajero okazało się być tak rewelacyjnym samochodem, że chyba chwilowo nie trzeba mi żadnego innego pojazdu do szczęścia. Kiedyś go jednak na pewno skończę, choćby na emeryturze, gdzie ma szansę służyć jako mój dziadkowóz:)

Awatar użytkownika
andi_kamachi
Junior
Posty: 471
Rejestracja: 28 kwie czw, 2011 1:58 pm
Posiadany PUG: 205 1,4 Roland Garros, 205 1,8DT
Numer Gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Warszawa (praca i mieszkanie), Trzcianka k. Wilgi (stąd pochodzę)
Kontakt:

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: andi_kamachi » 02 gru pn, 2019 3:16 pm

:lol: :lol: :lol:
Dzień wcześniej przeszło mi przez myśl, żeby kupić arkusz gumy. Takiej grubej i czarnej, z której można wyciąć prostokąt albo inne kształty i wstawić za koło. Tutaj akurat pasowałaby ta pierwsza figura. Gdybym to zrobił, teraz stałbym pewnie trzymając ją w ręce, koło samochodu i zastanawiał się co z nią zrobić.
- Mógłbym zabierać ten prostokąt ze sobą w góry, kłaść go na ziemi i stawać na nim ilekroć zaskoczy mnie burza a wokoło są drzewa - zamyślam się - Zimą mógłbym na nim zjeżdżać z górki. Mógłbym nazwać go Dżordż...

Awatar użytkownika
Fox
Peugeot 205 Master
Posty: 2041
Rejestracja: 25 lis pt, 2005 5:09 pm
Posiadany PUG: 205gti, 504 coupe, 406 kombi
Numer Gadu-gadu: 6433729
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: Fox » 20 gru pt, 2019 9:02 pm

3 październik 2019

-Założyłem konto na blablacar'ze - pomyślałem po raz trzeci tego popołudnia.

Przez poprzedzające tę chwilę pół godziny dwa razy już zostałem wyprowadzony z podobnego błędu. Właściwie to z tego samego. Nieufnie podszedłem więc i tym razem do obwieszczonego mi na ekranie sukcesu. W dzisiejszych czasach człowiek odbiera telefon i słyszy, że wygrał garnek. czyta, że jest milionowym gościem i może odebrać iPhone'a, otwiera telewizor a tam prezes zarzeka się, że niczego nie ukradł a bóg wszystkim zapłaci. Ciężko już w cokolwiek wierzyć. Nic nie jest tym, na co wygląda.

- W związku Twoim komentarzem do przejazdu informujemy, że niemożliwe jest zaoferowanie na naszej stronie przejazdu lub odcinka trasy o wartości 0 zł. Minimalna cena za jeden odcinek przejazdu wynosi 4 zł. Pozostajemy do Twojej dyspozycji.

- Niech to. Czy to nie jest serwis dla autostopowiczów?
- Ideą wspólnych przejazdów jest podział kosztów podróży, dlatego nasza strona nie jest przystosowana do oferowania darmowych przejazdów. Dlatego też Twój komentarz został dzisiaj przez nas odrzucony - odpowiada ktoś na mojego maila.
- Najwyraźniej nie jest... - kapituluję i ustawiam suwakiem cenę za przejazd do Warszawy na 19zł
- Teraz możesz zweryfikować swój adres e-mail. Potwierdź poniżej.
- Voila! Udało się - cieszę się pomimo tych kilkunastu złotych dziegciu.

Dodaję zdjęcie terenówki, wpisuję komentarz, że samochód to powolny, na wpół rozkręcony gruchot nieoferujący żadnych wygód ani pewności dotarcia do punktu docelowego. Żeby jednak nie przepłoszyć wszystkich potencjalnych towarzyszy podróży napomykam, tak przelotnie i bez nachalności, że chętnie z kimś pogaworzę w czasie jazdy. Oczywiście o ile tylko uda nam się przekrzyczeć hałas w pozbawionej tapicerki kabinie. Parlo italiano, hablo espanol. Stawiam na transparentność. Klikam przycisk i czekam.

Ciekawe czy ktoś się zgłosi. Jestem podekscytowany. Przez pierwszych kilka minut co chwile sprawdzam pocztę. Chwilowo nic się nie dzieje. Myślę sobie, że w tym serwisie brakuje jakiejś ankiety na temat tego, czego oczekuje się od ewentualnego współpasażera. Taka ankieta mogłaby wyglądać np tak:
- Zależy mi aby podzielić koszty podróży. Bliski jest mi carpooling, freeganizm i naturyzm.
- Chciałbym z kimś pogadać, jestem ciekawy ludzi i ich historii. Pieniądze to rzecz drugorzędna. Za każdą ciekawą historię zniżka 2zł. Za pikantną 2,50. Za wspólnie przeżytą 4 (pikantna +0,50)
- Chciałbym na kogoś popatrzeć. Lubie krągłości. Również męskie. Jestem zboczeńcem. Cierpię na syndrom obcej ręki.
- Jestem niewidomy. Potrzebuję kogoś, kto będzie mi mówił w którą stronę skręcać.
- Marzy mi się zabrać kogoś, kto przebrany za Kubusia Puchatka poopowiada mi o Prosiaczku. Kostiumem dysponuję.
- Lubie wsłuchiwać się w delikatny szum liści w brzozowym zagajniku. Chciałbym kogoś zawieźć w takie miejsce i bestialsko zarżnąć.
- Biorę tylko zwierzęta. Najchętniej takie bez skorupy. Ludzi nie znoszę. Jestem gorylem.
- Oglądnąłem właśnie film "crash". Chętnie wezmę kogoś, komu też się podobał.

Wydaje mi się, że przy okazji wspólnej podróży można by załatwić więcej spraw niż tylko przemieścić się z punktu a do b. Skojarzenie ze sobą ludzi o podobnych poglądach lub uzupełniających się potrzebach to mogłaby być fajna sprawa. W końcu nie każdy ma odwagę zapisać się na Tindera. Tymczasem słyszę bip bip! Ale szybko! Sms!

- Bartek, lat 27, 28 ocen (5/5) chce zarezerwować jedno miejsce na trasie Kraków-Warszawa. Odpisz TAK39 albo NIE39
Nie ma się co zastanawiać. Jeśli ktoś zdecydował się tak szybko na moją ofertę to musi być albo wyjątkowo ciekawy albo szurnięty.
- TAK39

Nie będę jechał jutro sam.

Awatar użytkownika
Fox
Peugeot 205 Master
Posty: 2041
Rejestracja: 25 lis pt, 2005 5:09 pm
Posiadany PUG: 205gti, 504 coupe, 406 kombi
Numer Gadu-gadu: 6433729
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: Fox » 03 sty pt, 2020 9:25 pm

4 październik 2019

Rozpoznałem Bartka od razu, gdy tylko wjechałem na stację przy M1, skąd, jak się umówiliśmy kilka godzin wcześniej, miałem go zabrać. Studencki, elastyczny chód młodzieńczy, kurtka, buty, twarz i włosy - żadna z tych rzeczy nie pomogła mi w najmniejszym stopniu w jego rozpoznaniu. Nigdy wcześniej go bowiem nie widziałem. Z miniaturowego zdjęcia, które wyświetliło mi się z jego profilu ciężko cokolwiek wyczytać a tym bardziej zapamiętać. Nie mam pamięci do twarzy, nie pamiętam imion, o datach urodziny czy imienin nawet nie wspominając. Jeśli ktoś chce, bym złożył mu serdeczne życzenia, musi mi przypomnieć o okazji dzień wcześniej, sms'em. Lubię wymyślać życzenia. Podejrzewam jednak u siebie wybiórczą demencję. Nie wykluczam też innych postępujących dolegliwości. Z jakiegoś jednak powodu wiedziałem od razu, że to on. Czy można rozpoznać kogoś z daleka, znając tylko jego głos i zamieniając z nim wcześniej kilka zdań? Okazuje się, że tak. Nawet jeśli on akurat nie krzyczy. Ludzki mózg ma przeogromne możliwości. Wiele z nich jeszcze nie rozpoznanych. Mój bezbłędnie skojarzył, że Bartek był jedyną osobą na pustej stacji bezobsługowej, szedł w moją stronę, uśmiechał się i machał ręką na widok samochodu, którego zdjęcie umieściłem w internecie. Mimo wszystko cieszę się, że go zauważyłem a nie odjechałem myśląc, że nie przyszedł. Mój wzrok w końcu już nie jest tak sokoli jak dawno temu, gdy w przedszkolu sugerowano, bym nosił okulary a ja się uparłem, że nie będę.
- Cześć, ty musisz być Bartek - zagaduję podając mu jedną rękę a drugą wybierając numer dystrybutora, z którego będę tankował. Wciskam do otworu kartę.
- Cześć, zgadza się
- Dasz mi jeszcze chwilę? Muszę zatankować. Przepraszam ale nie dałem rady wcześniej. Straszne korki były po drodze a ja nie chciałem się spóźnić.
- Nie ma sprawy, ja sobie jeszcze zapalę. Mogę wrzucić torbę gdzieś do środka?
- Jasne, lepiej do bagażnika - mówię otwierając klapę.
W bagażniku leży rower i kilka pudeł z częściami a wnętrze obdarte jest z tapicerki. On niczego jednak nie komentuje. Zapala papierosa, wydmuchuje dym. Na stacji bezobsługowej nie ma nikogo, kto by zwrócił uwagę na używanie otwartego ognia przy parującym paliwie. Na szczęście tenerówka to diesel więc i ja nie wychodzę przed szereg a on ostatecznie odchodzi kilka kroków dalej i staje na trawniku. Kończę tankować, on wdeptuje papierosa w trawnik, wsiadamy i ruszam. Bardzo jestem ciekawy co sprawiło, że zostałem wybrany na przewoźnika. Nie wiem czy bardziej bym chciał usłyszeć, że zainteresował go mój opis, na napisanie którego poświęciłem naprawdę sporo czasu, czy może nietuzinkowy, jak mi się wydawało, samochód.
- Pasowała mi idealnie godzina i miejsce odjazdu - odpowiada bez zastanowienia.
No tak, prawda nie zawsze działa jak balsam. Są sytuacje, w których lepiej za wszelką cenę się jej nie domagać. Haruki Murakami napisał w jednej ze swoich książek, że prawda czasami przynosi tylko głębokie uczucie samotności. Ten cytat nie ma jednak żadnego związku z tą sytuacją.
- Pracujesz tu gdzieś w okolicy? - pytam
- No tutaj zaraz, w tym budynku.
- W markecie?
- Nie nie - uśmiecha się - mamy tu biura. Pracuję w agencji iwentowej. Organizujemy imprezy.
- Jaki rodzaj imprez? - pytam zastanawiając się jak się przeprowadza z ludźmi wywiady i jak należy zadawać pytania, by czegoś ciekawego się dowiedzieć - coś w rodzaju sweet sixteen albo odpusty? - pytam rzucając na stół mocną kartę, którą mogę albo zachęcić albo zniechęcić do rozmowy. Na dwoje babka wróżyła. Postanawiam jednak zaryzykować.
- Nie, zupełnie nie, choć to pierwsze chyba moglibyśmy urządzić. Robimy imprezy głównie dla galerii handlowych czy dni miasta. Zamki dmuchane, ścianki wspinaczkowe, hostessy przebrane za elfy, rusałki, czy inne postacie z bajek.
- Same kobiety?
- Nikt nie chce oglądać facetów na takich zabawach a tym bardziej w takich strojach. To nie wygląda dobrze.
- W sumie ciężko się dziwić. To czasem pewnie jedyna szansa, żeby ojciec zabrał dziecko na takie wydarzenie.
- Tak już działa ten świat a my musimy się dostosowywać, żeby dostać zlecenie na kolejny rok.
- Nie odstraszają Cię takie stare samochody? - zmieniam zręcznie temat po chwili ciszy. Nie nadaję się zupełnie na dziennikarza - Nie boisz się, że nie dojedziemy na czas albo w ogóle?
- Nie zakładam, że coś się stanie. Myślę, że dojedziemy. Zawsze się jakoś dojeżdża prędzej czy później. Nie mam jednak nic przeciwko przygodom. Nawet lubię jak się coś dzieje niekoniecznie oczekiwanego.
- Zdarzyło Ci się kiedyś coś takiego?
- Żebym nie dojechał? Tak to nigdy. Było jednak kilka sytuacji, które się miło wspomina. Kiedyś po urodzinach znajomego wracaliśmy z kolegą przez las. Pieszo bo nikt nie był już w stanie prowadzić samochodu. Było już nad ranem i zrobiło się całkiem jasno. Wyruszając byliśmy przekonani, że ten las ma około kilometra długości, tymczasem po godzinie wciąż z niego nie wyszliśmy. Kolega był tak zmęczony, że w pewnym momencie zaczął się słaniać na nogach i ostatecznie zasnął pod drzewem. Ja stwierdziłem, że nie mogę się zatrzymać bo jeśli tam zostanę to nie wiadomo czy w ogóle się wydostaniemy. Poszedłem więc dalej i o dziwo szybko znalazłem jakąś asfaltową drogę. Co lepsze, akurat przejeżdżał tamtędy samochód. Zamachałem, zatrzymał się. Spytałem czy jadą do mojej miejscowości. Powiedzieli, że nie. Że właściwie to jadą, jak widać, w przeciwną zupełnie stronę ale wybierają się na zlot motocykli i że mogę jechać z nimi bo to fajna impreza. Wsiadłem, dali mi do ręki piwo, zabrali na ten zlot a wieczorem odwieźli do domu.
- A co się stało z tym kolegą, który został w lesie?
- A wiesz, że nie mam pojęcia?

Wjeżdżamy na dwupasmowy odcinek drogi. Pamiętam, że gdy kupiłem ten samochód to prędkości rzędu 80-90kmh wydawały mi się skrajnie nieodpowiedzialne. Teraz jedziemy 110-120. Droga jest pusta i sucha. Pasy namalowane na jezdni migają w świetle reflektorów. Na zjazdach rozpędzamy się do 130. On się zamyśla, ja wyprzedzam kolumnę autobusów, za którymi jest ostrzejszy zakręt w prawo. Puszczam gaz ale i tak czuję, że jesteśmy na granicy przyczepności albo przekroczyliśmy ja już chwile wcześniej, gdy tylko zaczął się łuk drogi. Po wyjściu z zakrętu lewe koła muskają pas zieleni. Robię głębszy wdech. Wydycham powoli powietrze. To nie jest auto do szybkiej jazdy. Patrzę na reakcję Bartka. Patrzy przed siebie nic nie mówiąc. Po chwili jednak pyta:

- Bardzo Ci będzie przeszkadzało jeśli sobie zapalę?
- Ani trochę - odpowiadam ocierając dłonią krople potu z czoła.

W formularzu na blablacarze zaznaczyłem zakaz palenia ale chyba nie mogę mu odmówić

- To okno nie zawsze się otwiera - dopowiadam, gdy on kończy skręcać papierosa i naciska raz po raz guzik sterowania szybą. Naciskam przycisk po mojej stronie. Okno się uchyla. Zapach o dziwo nie jest wcale nieprzyjemny. Nie pytam jednak co on tam skręcił do środka a on nie pyta, czy ja też palę.
- Myślisz, że tamtego gościa w lesie coś zeżarło? - wracam nieśmiało do tematu
- Nie sądzę. Chyba bym o tym usłyszał. Mogę zmienić muzykę?
- No pewnie. Możesz puścić coś z telefonu. Radio ma bluetooth. Nie widziałeś już więcej tego kolesia?
- Nie mogę sobie przypomnieć ale możliwe, że nie.
- Świnie podobno potrafią zjeść człowieka razem z kośćmi - przypominam sobie scenę z filmu Snatch i znów przerywam na chwilę ciszę, która zaraz potem zapada na nowo. Znów słychać szum wiatru w uchylonym oknie. Znów patrzę na snop świateł przed maską i znikające obok samochodu drogowe pasy. On przegląda swoją playlistę szukając odpowiedniego utworu.
- To jest chyba jedyny kawałek ekspresówki, na którym w pasie rozdzielającym rosną drzewa - mówię zmieniając ostatecznie ten temat - lubię tędy przejeżdżać.
- Rzeczywiście możesz mieć rację.

Awatar użytkownika
Fox
Peugeot 205 Master
Posty: 2041
Rejestracja: 25 lis pt, 2005 5:09 pm
Posiadany PUG: 205gti, 504 coupe, 406 kombi
Numer Gadu-gadu: 6433729
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: Fox » 06 sty pn, 2020 7:24 pm

- Puszczę Ci coś, co powinno Ci się spodobać - mówi uderzając opuszką palca w przycisk wyświetlony na ekranie telefonu a w głośnikach rozbrzmiewają bęben i trąbki. Mocne uderzenie. Tu turu tuttururu, tu turu tuttururu. Bardzo szybki rytm. Cieszę się, że kupiłem do tego auta cztery nowe głośniki. Na oryginalnym sprzęcie słyszelibyśmy teraz tylko trzaski z prawej strony a lewa by piszczała. Cały ten wyjazd byłby zupełnie inny. Po chwili wchodzi gitara elektryczna, która rozszerza bukiet tej kompozycji o metalową nutę a nam ramiona same zaczynają podrygiwać. Głowy ruszają się w górę i w dół. W górę i w dół. Co któryś takt - na boki. Dwa razy prawo-lewo, jakbyśmy mieli w środku dzwonki, którymi chcielibyśmy zadzwonić a potem znów góra-dół. Serce próbuje za nimi nadążyć. On wystukuje rytm nogą. Ja mam pod stopą pedał gazu więc nie mogę sobie na takie szaleństwa pozwolić. Wciskam go tylko w podłogę. Przez chwile wydaje mi się, że pasy wydobywane z ciemności przez światła samochodu i znikające zaraz potem w mroku za nami, migają mi przed oczami w rytmie tego wykonania. Jestem pewny, że gdyby nagle linia przerywana zmieniła się na ciągłą to muzyka by ucichła, zgasła, jak życie obserwowane przez elektrokardiograf. Być może jak nasze życie. Oba, jeśli linia byłaby podwójna. Ciągła linia na środku oznaczałaby, że nie jesteśmy już na ekspresówce a wciąż lecimy 130kmh, w pojeździe, który ma przy tej prędkości sterowalność porównywalną z kamieniami używanymi w curlingu. Nie widzę na szczęście przed nami namalowanego na asfalcie kolorowego kółka, dookoła samochodu nie widać ludzi uwijających się z miotłami a radio mówi nam, że wciąż żyjemy. Piosenka wpada w ucho i przy drugiej zwrotce i ja nucę "Karczmareczko, nalej do pachara, karczmareczka malowana, karczmareczka rozkoszna"
- Ale ekstra ska! - wykrzykuję próbując przekrzyczeć muzykę i ryczący silnik.
- To nie ska tylko folk, białoruski, Krambabuła.
Nie wiem jak to się dzieje, że inni potrafią całe życie przeżyć w niczym się nie orientując, natomiast moje ignoranctwo punktowane jest momentalnie.
- Jeśli Ci się to podoba to puszczę Ci jeszcze coś innego, podobnego - mówi
W aucie na chwile robi się cicho a ja patrzę na poważną panią na miejscu pasażera w małym samochodzie obok, który jedzie lewym pasem a który my wyprzedzamy z prawej, na pełnym gazie i przy okropnym ryku silnika. Kierowcy nie widzę, bo z wysokości szoferki tenerówki nie sposób dostrzec nic więcej. Wyobrażam sobie jednak starszego pana w kaszkiecie. Jak wizja obcego świata, który na chwilę zrównoleglił się z naszym. Otrząsam się bo z głośnika znów ryczy ktoś po białorusku a my dalej rozrywamy naszą zieloną kapsułą mrok i ciszę.
- Swaboda! Swaboda! Za swabodu! - ktoś wykrzykuje ze sceny.
- Ten zespół to Dzieciuki, też białoruski.
- Jesteś fanem wschodniej muzyki?
- Nie tylko ale ten klimat bardzo mi odpowiada. Koło Białegostoku organizowany jest co roku festiwal muzyki białoruskiej, na który od dawna lubię jeździć. Basowiszcze. Rewelacyjne miejsce.
- O, ja jadę właśnie do Białegostoku
- Festiwal jest w lipcu
- Spróbuję się tam wybrać w przyszłym roku
- Ta edycja była ostatnia. Przynajmniej takie krążyły plotki podczas tych wakacji.
Minus trzy punkty. Mam dobrą passę.
- Lubię też polską muzykę, np to - puszcza kolejny utwór. Klimat się zmienia ale tym razem na taki bardziej mi znany. Słyszę Ezoteryczny Poznań.
- O! Happy sad! - wykrzykuję ucieszony - bardzo lubię ten zespół!
- To piżama porno
- "Przy placu, obok dwóch krzyży, pędzą szemrane auta" - śpiewamy razem. Ja z trochę mniejszym entuzjazmem.

Awatar użytkownika
zen81
Junior
Posty: 482
Rejestracja: 15 lip pt, 2005 11:45 pm
Posiadany PUG: Clio
Lokalizacja: Starogard Gdanski

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: zen81 » 09 sty czw, 2020 8:54 am

Tak mi sie przypomniało że kiedyś z 11lat temu na stopa zabrałem młoda parę z Estonii.
Trochę rozmawialiśmy i ogólnie robili trip po europie na stopa. Pokazali zdjęć kilka z miejsc gdzie byli. Wtedy po.yslalem że to super sprawa na wakacje.
Teraz z perspektywy tego co sie dzieje, nie dał bym sie na to
Zero łaski, zero wzruszeń..
-------------------------

Awatar użytkownika
Fox
Peugeot 205 Master
Posty: 2041
Rejestracja: 25 lis pt, 2005 5:09 pm
Posiadany PUG: 205gti, 504 coupe, 406 kombi
Numer Gadu-gadu: 6433729
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: Fox » 18 sty sob, 2020 9:00 pm

- Grasz coś? - pytam widząc, że on wciąż wystukuje rytm nogą a do tego rusza palcami tak, jakby szarpał struny gitary czy uderzał w klawisze. Lewym palcem w czarny a prawym w biały.
- Kiedyś grałem. Można powiedzieć, że otarłem się nawet o narodową reprezentację młodzieżową. No ale to było dawno - mówi, po czym przerywa i zamyśla się na kilka sekund - Przestałem właściwie z dnia na dzień - dopowiada po kolejnej chwili ciszy a ton jego głosu już nie zgrywa się z radosną piosenką, która wciąż leci z głośników - Teraz już bardzo sporadycznie i zupełnie nie profesjonalnie - kończy i robi się nieco nostalgicznie.
Nie wiem czy ciągnąć ten temat. Mógłbym wrócić do mojego oryginalnego pytania i doprecyzować, że chodziło o instrumenty ale wzmianka o reprezentacji zaciekawiła mnie na tyle, że postanawiam dowiedzieć się czegoś więcej.
- Czemu przestałeś? - pytam nieśmiało badając grunt. Ciężko mi wyczuć, czy jest to historia jakich wiele, czy coś bolesnego, o co niekoniecznie należy pytać - Coś się stało dramatycznego? Jakaś kontuzja? Połamał Ci ktoś nogi? Dopadła Cię jakaś choroba?
- Nie, na szczęście nie, odpukać...- stuka o deskę rozdzielczą kłykciem środkowego palca - doszedłem do wniosku, że wolę się uczyć
- To są rzeczy nie do pogodzenia? - pytam ale zaraz uświadamiam sobie, że właściwie mógłbym od razu sam stuknąć się w czoło. Staje mi przed oczami wywiad jednego z polskich piłkarzy, którego tenże udzielił po wyjeździe do Włoch, do Serie A. Nie przypomnę sobie już o kogo chodziło i pamiętam zaledwie jedno zdanie wyrwane z kontekstu ("we will say what time will tell") ale to chyba wystarczy, by uznać moje pytanie za retoryczne. Przynajmniej w większości przypadków.
- Gdy kończyliśmy podstawówkę i trzeba było wybrać kolejną szkołę przyszedł do mnie trener i powiedział, że chce, żebym poszedł do "Mechanika".
- To jakaś zawodówka?
- Coś takiego. Powiedział, że załatwi mi to tak, żebym nie musiał chodzić na lekcje tylko będę grał. Żadna wiedza ogólna nie będzie musiała zaprzątać mojej głowy ani plątać mi nóg.
- I co ty na to? - pytam, choć równie dobrze mógłbym zamilknąć i pozwolić Piżamie Porno zaśpiewać z głośników Twoją generację i "Hej, hej, jak nazywa się twój bóg?"
- Powiedziałem mu, że jednak wolę iść do liceum a w przyszłości na studia.
- No i jak zareagował na taką impertynencję?
- Powiedział, że chyba zgłupiałem. Wydarł się na mnie. Że jestem niewdzięczny, że zmarnuję talent, że on się stara i tyle lat mi poświęcił a ja bez zastanowienia coś takiego mu robię.
- Niezły trener! Ja co prawda nigdy nic nie miałem trenera i pewnie z mojej strony jest to zlepek ułudy i naiwności to, co teraz powiem, ale zawsze wydawało mi się, że trener to osoba, do której można się zwrócić z dowolnym problemem. Jak dział porad intymnych w bravo czy bravo girl na początku lat dziewięćdziesiątych, do którego na pewno można było mieć pełne zaufanie.
- No to tutaj nie. Dla niego liczyło się tylko to, żebyśmy grali. Nie sięgał w przyszłość dalej niż jeden, dwa mecze do przodu.
- To taki trochę egoizm, nie? Strach dziecko na takie zajęcia wysłać.
- Tak jakby.
- Nie szkoda Ci?
- Że nie gram? No coś ty! Ile można grać w piłkę? 10? 20 lat a potem co?
- Pewnie niewiele - odpowiadam i czuję, że temat został wyczerpany. Wracam więc do tego poprzedniego - A na jakiś instrumentach? -
- Zdarza mi się. Na gitarze, klawiszach, bębnach. Niedawno nawet zacząłem szukać zespołu, do którego mógłbym się dołączyć
- No nieźle, zaskoczyłeś mnie. Dobrze grasz? Jak się szuka zespołu?
- W internecie jest sporo ogłoszeń. Poczekaj zaraz coś Ci znajdę.
- Ja się nie nadaję! - mówię wystraszony, prostując jak najszybciej ewentualne nieporozumienie - Jedyne co umiem, to zagrać na pianinie kilka utworów, których nauczyłem się z youtube'a.
- Znajdę Ci jedno nasze wykonanie, spokojnie - uśmiecha się i sięga po telefon.
Przegląda jakieś archiwum, w końcu mówi "mam", opiera telefon o półeczkę przed nawiewem, naciska play i z głośnika płyną wiwaty. Ktoś coś skanduje. Na scenie zespół rockowy, są bębny, jest gitara, jest głos
- Dni Siedlec. Nie pamiętam już który to rok. Te wiwaty to jeszcze na cześć poprzedniego zespołu.
- Aaa, spoko. To ty grasz i śpiewasz? - pytam gdy zaczyna się utwór. Zerkam raz to na drogę, raz na ekran telefonu a jeszcze co któryś raz na niego. Próbuję wychwycić podobieństwo do którejś z osób na scenie i zorientować się, która z nich to wokalista. Lista instrumentów, którą chwilę wcześniej przedstawił nie pozwala wykluczyć, że on jest całym tym zespołem. Wydaje mi się jednak, że jest tylko tą osobą na środku.
- Tak. Jestem tu po lewej.
- No tak...
Wsłuchuję się przez chwilę w muzykę, układam w głowie myśli, po czym mówię zupełnie szczerze:
- To jest naprawdę niezłe. Nagraliście coś kiedyś?
- Coś tam nagrywaliśmy ale nic tak, żeby wydać. Tak na prawdę, chociaż może brzmieć to nie najgorzej, to wiele można poprawić. Ostatnio zapisałem się na lekcję śpiewu i pracuję nad wokalem.
- O, jak się ćwiczy śpiew? Nie jest to uciążliwe dla sąsiadów? Śpiewasz pod prysznicem co rano? To się chyba niesie przez rury.
- Haha, nie. Tak na prawdę nie chodzi o to, żeby śpiewać głośno. Głos ma być mocny, donośny. To wbrew pozorom nie to samo co darcie się.
- No to jak to wygląda? Możesz zademonstrować?
- Jasne. Mogę to przyciszyć? - pyta wskazując na radio
- Już, dawaj - zachęcam go by zaczął, gdy muzyka już milknie i we wnętrzu słychać tylko hałas silnika, kół, wiatru w nieszczelnych oknach i jeszcze coś niepokojącego, co brzmi trochę tak, jakby buda niekoniecznie była dobrze przykręcona do ramy. To ostatnie słychać na wybojach i przeraża.
- Co to było?
- Nie wiem, może rower podskoczył albo coś innego, leżącego z tyłu - ucinam od razu ewentualną dyskusję na ten temat. Kiedyś łudziłem się, że to rozklekotana kanapa albo koło zapasowe wydaje taki dźwięk ale kanapy już nie ma a koło, gdy ostatnio za nie szarpałem siedziało sztywno na swoim miejscu.
- No dobra - wracamy do rozmowy i to mnie cieszy - Zaczynasz bardzo nisko - mówi i intonuje bardzo niskie ooooooo. Chwile później wynosi dźwięk płynnie na wyższe tony i w samochodzie donośnie rozbrzmiewa wyższe eeee lub nieco niższe aaa - wychodzisz wyżej i trzymasz tą nutę jak najdłużej. Potem kolejny ton i znów z samego dołu aż do osiągnięcia docelowej częstotliwości dźwięku.
- Nie mam słuchu absolutnego ale to brzmi jak prawdziwe a i e, w której to oktawie? Trzeciej?
- Zgadza się.
- Więc na tym tylko to polega?
- Mniej więcej. To ciężko wytłumaczyć słowami ale dźwięk musi iść z przepony, z brzucha. Trzeba mieć mocne płuca ale nie po to, żeby krzyczeć, tylko żeby utrzymywać tonację. No i żeby czuć było moc - demonstruje raz jeszcze, wykonując przy tym dłonią gest na wysokości swojego brzucha polegający na ustawieniu jej poziomo i rozpostarciu palców do góry. Ręka i struny głosowe drżą w pełnej synchronizacji.
- Teraz, gdy o tym wspominasz to wydaje mi się, że w twoim głosie słychać wciąż te niższe tony. Nawet gdy po prostu mówisz. Tak jakby przez te wszystkie ćwiczenia część tego została Ci na stałe i tak jakby dokleiła się do normalnej barwy głosu. Przypominasz mi w tym trochę brzmienie Maleńczuka
- Hehe, nie wydaje mi się ale być może - odpowiada uśmiechając się, po czym dodaje - jakbyś był zainteresowany graniem, takim na spontanie to na Paulińskiej organizowane są co środę folkowe jam session. Miejsce nazywa się teatr Barakah. Bardzo polecam. Niesamowita mieszanina stylów i instrumentów. Przeważnie jest jazzowo ale przychodzi tam też gość, z taką ogromną, długą i wykrzywioną tubą afrykańską - opowiada okraszając opowiadanie wizualizacją rękami - Jak zadmie na tym to aż dreszcze przechodzą i cała sala drży w posadach.
- I tak każdy może przyjść i zagrać?
- Jasne. Przychodzisz, mówisz, że chciałbyś się dołączyć i jak tylko umiesz grać to grasz. Tak po prostu.
- Człowiek kultury, człowiek renesansu - myślę sobie i zastanawiam czy i dla mnie coś mogłoby być takie proste, gdybym się za coś wziął w młodości na poważnie a nie tylko bumelował jakby po tym życiu miało być jakieś następne - Nie myślałeś, żeby zapisać się do "Mam talent" albo "X-factor"?
- Chyba żartujesz. To komercja najgorszego sortu! Odrzuca mnie ten typ rozrywki. Tak samo jak facebook czy inne aplikacje społecznościowe. Te rzeczy nastawione są teraz na ilość a nie na jakość.
- Ciężko się nie zgodzić. Każda brednia z odpowiednią ilością lajków osiąga status prawdy objawionej ale chyba nie ma już od tego ucieczki i jakby na to nie patrzeć, to najprostszy sposób, żeby zaistnieć. Nie ma prostszego sposobu by trafić do dużej ilości odbiorców. Nie wydaje Ci się, że to jednak dużo ułatwia i może być przydatne? Podsiadło chyba w ten sposób wystartował na poważnie.
- Nie o to chodzi, żeby było łatwo. Nie zawsze chce się też docierać akurat do takich odbiorców. Trzeba się szanować.
- Wierzysz w to, że jak coś jest dobre to i tak zostanie odkryte?
- Myślę, że tak.
- Myślisz, że to, co robisz jest wystarczająco dobre?
- Kiedyś może będzie
- I to nie jest tak, że nie będąc pewnym jakości tego, co robisz, lepiej się nie wypuszczać na głęboką wodę i nie ośmieszać?
- Czasem pewnie tak ale nie o to tutaj chodzi. Robisz to, co lubisz i starasz się być coraz lepszy. Nie obchodzi Cię to, czy ktoś to doceni czy nie i ile to będzie osób. Zwłaszcza to drugie nie ma znaczenia.

Ekspresówka się kończy. Już niedaleko.
- Gdzie w Warszawie chcesz, żeby Cię wysadzić?
- Poczekaj chwilę, muszę odebrać, koleżanka do mnie dzwoni.

Zamyślam się.
- Wystarczy jedna osoba?
Ostatnio zmieniony 02 lut ndz, 2020 6:25 pm przez Fox, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
szasz
Uzalezniony
Posty: 685
Rejestracja: 10 lip czw, 2014 8:45 am
Posiadany PUG: XS '92 i Partner Tepee Outdoor 1.6 HDI
Numer Gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Gdańsk, miasto rodzinne Tomaszów Lubelski

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: szasz » 20 sty pn, 2020 12:42 am

Poznawanie nowych ludzi to ciężki temat. Szczególnie zupełnie przypadkowych. Co innego jak poznajemy ich przez wspólne zainteresowania, np. Peugeot 205. Inaczej to loteria i zajęcie dla hobbystów albo ludzi ciekawych innych ludzi

Tapatalk z xcovera

Zawsze iść, rozkaz który mam we krwi..

Awatar użytkownika
Fox
Peugeot 205 Master
Posty: 2041
Rejestracja: 25 lis pt, 2005 5:09 pm
Posiadany PUG: 205gti, 504 coupe, 406 kombi
Numer Gadu-gadu: 6433729
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: Fox » 24 sty pt, 2020 10:58 pm

zen81 pisze:
09 sty czw, 2020 8:54 am
Tak mi sie przypomniało że kiedyś z 11lat temu na stopa zabrałem młoda parę z Estonii.
Trochę rozmawialiśmy i ogólnie robili trip po europie na stopa. Pokazali zdjęć kilka z miejsc gdzie byli. Wtedy po.yslalem że to super sprawa na wakacje.
Teraz z perspektywy tego co sie dzieje, nie dał bym sie na to Obrazek
A co się teraz dzieje? Teraz, z serwisami takimi, jak blablacar, można przejechać "stopem" sprawniej i z krótszymi czasami przesiadek niż PKS'em czy PKP:)
szasz pisze:
20 sty pn, 2020 12:42 am
Poznawanie nowych ludzi to ciężki temat. Szczególnie zupełnie przypadkowych. Co innego jak poznajemy ich przez wspólne zainteresowania, np. Peugeot 205. Inaczej to loteria i zajęcie dla hobbystów albo ludzi ciekawych innych ludzi Obrazek

Tapatalk z xcovera Obrazek
Podczas wyprawy po terenówkę żałowałem, że nie umiem się do ludzi odzywać. Teraz staram się jakoś to zmienić ale masz rację - to nie jest łatwy temat. Liczę, że będzie z tym trochę tak, jak z zapamiętywaniem snów. Gdy zaczyna się je zapisywać albo komuś opowiadać to podobno zaczyna się je pamiętać. Może jeśli ja zacznę zapisywać rozmowy z ludźmi, nawet te nieudolnie prowadzone, to się nauczę je prowadzić kiedyś, w końcu, choćby za wiele lat? Cholera wie. Bez wprawy ciężko jest wymyślać na bieżąco pytania tak, żeby rzeczywiście się czegoś dowiedzieć, odkryć co dana osoba ma do powiedzenia i jak to poprowadzić, by do czegoś dojść. Spisując te dialogi, przypominając je sobie, wymyślam o co mógłbym jeszcze zapytać. Niestety jest już po ptokach. Może następnym razem będzie lepiej.
Wbrew pozorom wspólny temat nie jest gwarancją zrozumienia i poznania. Początek rozmowy z nowo poznanym miłośnikiem 205 to zwykle wymiana kilku frazesów czy zdań, na które człowiek nie spodziewa się żadnej odkrywczej odpowiedzi. To taka trochę kurtuazja; rozmowa jak z anglikiem o pogodzie. Dodatkowo większość ludzi mówi ale mało słucha. Jeśli spotkają się dwie osoby, które tylko mówią to po godzinie "rozmowy" wiedzą pewnie tyle, co przed nią i tylko humory mogą mieć troche lepsze bo w końcu się wygadali:)
Jak wszystko w życiu także i to warto robić świadomie a nie w trybie automatu.

Awatar użytkownika
zen81
Junior
Posty: 482
Rejestracja: 15 lip pt, 2005 11:45 pm
Posiadany PUG: Clio
Lokalizacja: Starogard Gdanski

Re: O tym jak kupiłem "Tenerówkę", która nie była Peugeot'em

Post autor: zen81 » 25 sty sob, 2020 10:27 am


Fox pisze:
zen81 pisze:
09 sty czw, 2020 8:54 am
Tak mi sie przypomniało że kiedyś z 11lat temu na stopa zabrałem młoda parę z Estonii.
Trochę rozmawialiśmy i ogólnie robili trip po europie na stopa. Pokazali zdjęć kilka z miejsc gdzie byli. Wtedy po.yslalem że to super sprawa na wakacje.
Teraz z perspektywy tego co sie dzieje, nie dał bym sie na to Obrazek
A co się teraz dzieje? Teraz, z serwisami takimi, jak blablacar, można przejechać "stopem" sprawniej i z krótszymi czasami przesiadek niż PKS'em czy PKP:)
Uwazam ze ludziom mocno odjebało, i tak jak kiedys jezdzac na stop. Balem sie tylko o to czy dojade na czas.
Tak dzis zastanowil bym sie 5x czy wsiasc do kogos do auta-bo moge dojechac tylko w las.

Moze i przesadzam, pewnie przez to ze na codzien pracuje z ludzmi i widze co sie dzieje Obrazek

Zero łaski, zero wzruszeń..
-------------------------

ODPOWIEDZ